PKP

Dziś postanowiłam sobie usprawnić podróż z pracy do centrum mojego miasta i wybrałam się na pociąg. Sprawdziłam w Internecie połączenia i okazało się, że właśnie od dnia dzisiejszego uruchomiono skład, który był dla mnie czasowo idealnie dopasowany. Urwałam się trochę z pracy, szef podwiózł mnie na peron i byłam pięć minut przed czasem. Sprawdziłam rozkład na stacji, zgadzał się z tym, co znalazłam w sieci.

Zadowolona, ze słuchawkami na uszach i przyjemną muzyczką zaczęłam oczekiwanie. Moje zadowolenie malało z każdą minutą, ustępując miejsca zaniepokojeniu. Rosło ono dlatego, ponieważ miałam bardzo napięte spotkania po południu i takie opóźnienia mogły mi sporo namieszać. Pewnych spotkań po prostu czasem nie da się przełożyć.

Po piętnastu minutach stania zadzwoniłam do mojego szefa, czy ewentualnie mógłby zabrać mnie spod peronu. I tak też się stało po kolejnych dziesięciu minutach, w ciągu których oczywiście oczekiwany pociąg nie pojawił się. Szczerze pisząc sytuacje takie są załamujące – nie można powierzać swojego czasu Polskim Kolejom Państwowym.